BRIO - Historia i teraźniejszość
Wiele maluchów, stawiających pierwsze niepewne kroki, czyni to
trzymając ufnie w swojej rączce sznurek drewnianej zabawki.
Tą zabawką często bywa kaczuszka, ciężarówka, biedronka albo bąk
... i jest bardzo prawdopodobne, że jest ona produktem jednego
z utalentowanych rzemieślników zatrudnionych w Brio, największej
na świecie fabryce drewnianych zabawek.
Historia BRIO wiąże się z historią Ivara Bengtssona - założyciela
firmy i rozpoczęła się 125 temu.

Bengtsson, urodzony w roku 1860, stracił ojca zanim skończył dziesięć
lat. Jego matka ponownie wyszła za mąż. Warunki życia w tamtych
czasach były tak ciężkie, że dla poprawienia budżetu rodzinnego
ojczym Ivara wynajmował go do pracy w charakterze "dräng"
- małoletniego pracownika wykonującego często bardzo ciężką pracę
fizyczną. Większość takich pracowników pracowała w gospodarstwach
rolnych, lecz Ivar pracował jako chłopiec przy transporcie wahadłowym
(skjutsdräng) towarzysząc wozom i saniom wożącym smołę i drewno
na wschód do stoczni bałtyckich. Odkładając część swoich zarobków
Bengtsson, w wieku 17 lat, zdołał zaoszczędzić 77 koron. Kwota
ta miała być przeznaczona na spełnienie jego marzeń aby zostać
stolarzem. Lecz zamiast tego Ivar zaryzykował swoje ciężko zarobione
pieniądze w przedsięwzięcie z przyjacielem, Olofem Perssonem z
Bosakulla. Persson zajmował się handlem obwoźnym, podróżując do
Danii i sprzedając drewniane wyplatane koszyki zwane łubiankami.
Wytwarzanie takich koszyków było dodatkowym źródłem pieniędzy.
Wyplatało się je w wolnym czasie, a do ich produkcji wykorzystywano
darmowe drewno z lasu. Poza tym, że koszyki te posiadały praktyczne
zastosowanie w gospodarstwie domowym, to nie miały one większej
wartości dla gospodarstw wiejskich.
W marcu Ivar spotkał swojego przyjaciela Olofo Perssona, który
miał problemy finansowe, gdyż zainwestował wszystkie swoje pieniądze
na zakup koszyków w Danii. Niestety zabrakło mu już na opłacenie
cła i zakup biletów na statek. Mając dobry wózek, który sam zrobił
i wiedząc, że Ivar posiada 77 koron, Olof zaproponował następujący
interes: jeśli Ivar zainwestuje swoje pieniądze, pomoże pchać
wózek i sprzedawać towary, to otrzyma połowę zysków.
"Wzięli ze sobą kozę, nie po to żeby ciągnęła wózek, lecz
raczej po to by mieć świeże mleko na drogę. Po trzech dniach ciężkiej
podróży dotarli do Malmö, a stamtąd popłynęli statkiem do Kopenhagi",
opowiada Solveig Nordh, kustosz muzeum zabawek BRIO w Osby, zwanego
Lekoseum.
Oczywiście później Bengtsson miał konia i porządny powóz. "Lecz
podczas swojej pierwszej podróży w 1878 roku nie mógł sobie na
to pozwolić, sami więc ciągnęli wózek" mówi Dag Ivarsson,
prawnuk Ivara Bengtssona oraz prezes zarządu w Brio. Wózek można
zobaczyć w Lekoseum i znajduje się on w zadziwiająco dobrym stanie
zważywszy na jego wiek i "przebieg".

Po
przybyciu do Kopenhagi znaleźli miejsce na przechowanie swoich
koszyków. Prowadząc handel obwoźny sprzedali 2000 łubianek w ciągu
dwóch miesięcy i każdy zarobił po 100 koron.
"To było bardzo dużo dla Ivara. Na dzisiejsze pieniądze mogłoby
to wynosić jakieś 25.000 koron ($2.500)," mówi Nordh. "W
tamtych czasach była to ogromna suma, ponieważ nikt nie posiadał
żadnej gotówki. Ludzie pracowali za wyżywienie i rzadko otrzymywali
wynagrodzenie w gotówce."
Bengtsson od razu zaplanował następną podróż handlową, tym razem
na trzy miesiące. Tym razem sprzedawał koszyki jak również artykuły
gospodarstwa domowego, wciągnął też do współpracy swojego brata,
Alfreda.
Doszedł do wniosku, że znakomite wykonawstwo oraz jakość jego
artykułów gospodarstwa domowego w połączeniu z dobrą ceną zawsze
przynoszą zyski.
"Od czasów Ivara uważamy, że jakość i rozpoznawanie marki
to bardzo ważne czynniki. Łubianki sprzedawały się dobrze, ponieważ
posiadały podwójnej grubości rączki, a mimo to kosztowały mniej
niż u konkurencji. Ivar nadał im również nazwę tak by nabywcy
wiedzieli od razu, z której pochodzą fabryki," mówi Ivarsson.
W roku 1884 Bengtsson kupił mały domek kilka mil od Osby, w miejscowości
Boalt, w okolicy zwanej "Wiewiórcze Wzgórze". Tam wszyscy
razem pracowali wyplatając koszyki. W tym samym roku jego brat
Bengt odwiedził połączony dom, warsztat i magazyn Ivara, przywożąc
ze sobą swoją córkę, Bländę. Wspominając tamtą wizytę u wujka
Ivara, Blända wspomina swojego ojca martwiącego się " ja
po prostu nie sądzę, by brat Ivar mógł utrzymać rodzinę z tego
czym się zajmuje !"